|
Bitwa o Słotwinę i inne wydarzenia historyczne.
„(..) Oto nad nami wznoszą się wysokie góry. A Skrzeczeń, ten olbrzym z głową pod niebiosa wzniesioną i z szerokim grzbietem, uczy nas zawsze, że my także mamy wznosić w górę czoła, a nie uginać grzbietu. (...)”
(prof. Dr Jan Jakóbiec op.cit.)
Niewiele ludzi ma to szczęście mieszkać na wsi. A jest to naprawdę istne błogosławieństwo. Często narzekamy, a to że nie ma kina, porządnej dyskoteki, „dostępu do cywilizacji”, a nie dostrzegamy tych ewidentnych plusów. Czyste powietrze, cisza, spokój i dostęp do lasu to tylko niektóre z atutów naszej wsi. Jak każde miejsce na świecie ma swoją historię. I to nie byle jaką! Nie jest ona tak znana jak historia Warszawy, nawet przez mieszkańców. Trzeba przyznać, że nawet ja o bitwie o Słotiwnę dowiedziałam się dopiero na zajęciach kółka historycznego. Wy też się zdziwiliście? A więc w tym referacie postaram się przybliżyć parę wydarzeń związanych z naszą miejscowością współczesnych, dawnych i nieznanych.
Słotwina to jedno, obok Lipowej, Siennej, Leśnej, Ostrego i Twardorzeczki sołectwo gminy Lipowa (w połowie XVII w. wyodrębnił się klucz lipowski z folwarkiem w Lipowej i obejmował 5 wsi położonych w zach. Części kotliny: Lipową, Pietrzykowice, Słotwinę, Leśną i Ostre). Od północy graniczy z Godziszką, od wschodu z Kalną, od zachodu ze Szczyrkiem. Jak wiadomo leży w Kotlinie Żywieckiej u stóp najwyższej góry Beskidu Śląskiego- Skrzycznego, dawniej zwanego Groniem Niesłychanym o wysokości 1253m n.p.m. Spod tej góry płyną dwie rzeki: z jednej strony Palenicy Kalonka a z drugiej Kalna, a schodzą się u młyna- dawnej granicy Słotwiny i Lipowej, dzisiejszy Poddzielec (część Lipowej). Obecnie wzdłuż południowej granicy płynie potok Kalonka, a wzdłuż zachodniej- potok Godziszka. W słotwińskim lesie możemy spotkać pierwszą- Kalonkę.
Początkowo gospodarstwa były budowane na „dole”. Z czasem wieś poszerzała się i zagarniała tereny coraz wyżej. Z ok. 9,4 tys. osób gminy Lipowa Słotwina ma swój ok. 800-osobowy udział. Nie jest to zbyt wiele zwłaszcza, że ma 270 ha, o 70 ha więcej niż Sienna, a aż o ponad 100 osób mniej. Co prawda większość powierzchni zajmują lasy (na 58 km2 gminy aż 53 km2 to tereny zalesione).
W swoim herbie ma kometę. Nazwa wzięta od jagód i czereśni, które zawsze tutaj rosły. „Słotwina od słodkich jagód albo trześni tam rodzących się i tam wiele będących drzew nazwana.” -możemy przeczytać w „Dziejopisie Żywieckim” Andrzeja Komonieckiego, który wydany po raz pierwszy został w roku 1704, kiedy to autor był wójtem miasta Żywca. Jest to jedne z nielicznych źródeł, w których możemy znaleźć wzmianki o Słotwinie.
W dziele Michała Pieli SDS „Z dziejów parafii pod wezwaniem św. Bartłomieja” znajdujemy informację, z której wynika, że w latach 1875-1885 noszono jeszcze w Słotwinie i w Lipowej strój góralski; w rejonie tych miejscowości góry Polanica eksploatowano syderyty w łupkach cieszyńskich gór. Miąższość górnych łupków cieszyńskich wynosi ok. 300 m. Ciekawe też jest, że w wieku XIX w Dankowicach, Lipowej i Słotwinie wyrabiano na dużą skalę ser szwajcarski- rocznie do 1500 cetnarów ; gminy te zobowiązywały się płacić na utrzymanie kapelana lokalnego rocznie 100 zł.
Wiemy, że Słotwina powstała jako wieś zarębna. Każdy z zarębników w 1715r. utrzymywał 4 konie. Niektórzy z nich pełnili jeszcze inne funkcje, jak sołtys, gajny czy karczmarz. Wszyscy oni byli poddanymi magnackiej rodziny Wielkopolskich, która siedzibę swoją miała w Żywcu, a folwarki w kilku wsiach żywieckich m.in. w Lipowej. Folwarkiem administrowali w imieniu swojego pana urzędnicy folwarczni (ekonomowie, karbowi). Oni też byli egzekutorami powinności jakie ciążyły na poszczególnych zarębkach oraz wsi jako całości. Powinności te zwane rentą feudalną dzieliły się na rentę odrobkową, pieniężną i naturalną. W Słotwinie była to pańszczyzna w wymiarze 4 dni w tygodniu z jednego zarębka, ale odrabiali 2 dni, a pozostałe dwa zamienione były na rentę pieniężną w kwocie 12 zł oraz 2 dni powaby (było to 2 dni pracy w roku na pańskim z jednego półzarębka przy pilnych pracach polowych np. żniwa na zawołanie). Renta naturalna dla całej wsi wynosiła 45 kur, 4 jarząbki, 1 cielę i 1 faska rydzy. Ponadto słotwinianie zobowiązani byli do przędzenia (oprawy) za odpłatnością, a także na zawołanie chodzić do spustu drzewa na Leśniance. Tak było w I połowie XVIII w., jeszcze w okresie Rzeczypospolitej Szlacheckiej. Potem przyszły rozbiory i żywiecczyzna, a z nią Słotwina dostała się pod panowanie austriackie. Jeszcze nasi dziadkowie często wzdychali: „Oj nie było to jak za Franc Józefa” (Cesarz Franciszek Józef I).
Czas panowania Jana II Kazimierza był okresem nieustannych wojen Polski z sąsiadami, a także walk wewnętrznych (rokosz J. Lubomirskiego 1665-1666, potop szwedzki, wojny z Rusią). W ich wyniku oraz zawartych traktatów i rozejmów Rzeczpospolita utraciła znaczne terytoria na rzecz Rosji i Szwecji oraz zrezygnowała z lenna pruskiego. Król nie mógł poradzić sobie z trudną sytuacją państwa, nie stworzył żadnej siły politycznej. Sejm otrzymał liberum veto, co nie pozwalało na realizację nawet niezbędnych zamierzeń. Abdykował w 1668r., zmarł w Paryżu w 1672r. Władzę po nim objął Michał Korybut Wiśniowiecki, który również nie był dobrym królem. W historii zapisał się jako nieudolny i mierny. W okresie jego rządów (1669-1673r.) w Polsce ścierały się dwie opcje polityczne: pro habsburska i profrancuska, zatem trwające walki stronnictw magnackich groziły wybuchem wojny domowej. Niebezpieczeństwo walk wewnętrznych odsunął najazd turecki zakończony niekorzystnym dla Polski pokojem w Buczaczu w 1673r. i utratą Kamieńca Podolskiego. Okazuje się, że również w tym burzliwym czasie miała także miejsce bitwa na żywiecczyźnie o Słotwinę. Odbyła się niedługo po śmierci Jana Kazimierza, za rządów M. K. Wiśniowieckiego. Tak o tym wydarzeniu możemy przeczytać w
Dziejopisie żywieckim:
Str. 222-223 [k. 182]
„Roku pańskiego 1673 wojna słotwińska nastała, iż po śmierci Jana Kazimierza, króla polskiego, Państwo Żywieckie osierociało i Jego Mość pan Stanisław z Warszyc Warszycki, kasztelan krakowski, trzymając Łodygowskie Państwo, wieś Słotwinę, do Żywieckiego Państwa należącą, chciał sobie do Łodwigowic i Państwa jego przyłączyć i przywłaszczyć, twierdząc, iż za granicą jego jest i jemu się należy. O co zebrawszy chłopstwo, chciał mocą tę wieś Słotwinę odjąć. Ale Jego Mość ksiądz Andrzej Trzebicki, biskup krakowski, jako opiekun Państwa Żywieckiego, posłał tu do Żywca kilkadziesiąt ludzi swoich na obronę tejże wsi i Jego Mość pan Wawrzyniec Wodzicki, dzierżawca żywiecki zesławszy także chłopstwo z Państwa Żywieckiego ku nim, będąc też tam i lud konny Jego Mości pana Warszyckiego. Z któremi na Słotwinie w poniedziałek świąteczny (3.04) utarczka była, lecz żywiecka strona łodwigowską rozgromiła, iż nic nie /w/skórali. Pojąwszy dwu chłopców, do Żywca przywiedli i do grodu oświęcimskiego odesłali. Lecz Jego Mość pan Warszycki rozkazał zasadzkę uczynić i onych odbić na drodze, albo kędy. Jakoż w Oświęcimiu pod most się zamkowy utaiwszy, i gdy na most onych prowadzono, wypad/ł/szy spod mostu, odbili i wolnych uczynili. I ta sprawa tym się rozeszła.”
Dziejopis żywiecki,
Andrzej Komoniecki,
Żywiec 1987
To bardzo ciekawa historia świadcząca o tym, że Słotwina była ważna w regionie i ówczesne państwo żywieckie o niej nie zapomniało.
Opracowała: Marta Byrdy ucz. Gimnazjum im. Jana Pawła II w Twardorzeczce, opiekun mgr Marian Kaszkur.
|
|