|
Leśna i jej mieszkańcy podczas II wojny światowej.
Nie pozwólmy by ta historia umarła wraz z jej naocznymi świadkami. Ci, którzy nie pamiętają historii skazani są na jej przeżycie.
Wiek XX zaistniał jako okres wojen, przemocy, nienawiści i prześladowań na tle rasowym i religijnym. Przykładem tego jest II Wojna Światowa trwająca w latach 1939 - 1945. Pochłonęła ona miliony ofiar na całym świecie. Ludzie zapomnieli o swoim człowieczeństwie. Obrali za wzór człowieka, który wcielał w ich życie chore ideologie. Po 60 latach od zakończenia wojny historia odsłania przed nami coraz to nowsze fakty z tamtego okresu. Powoduje to, że temat II Wojny Światowej nadal jest aktualny. Wiele mówi się o zbrodniach, obozach koncentracyjnych, bohaterach i wielkich politykach. Nie można jednak zapomnieć o zwykłych, prostych ludziach z małych wiosek, takich jak Leśna, których mieszkańcy przeżywali swój dramat.
Naszym celem jest ocalenie od zapomnienia wspomnień mieszkańców naszej wioski z tamtych tragicznych dni. Nie chcemy aby historia została zmieniona lub całkiem wymazana z pamięci.
A przecież świadków jest już niewielu...
Przenieśmy się więc w przeszłość...
Jest rok 1939. Polska stoi w obliczu wojny. Lada chwila może zaatakować nieprzyjaciel. Ludzie nie zapomnieli jeszcze okrucieństwa jakie niosła ze sobą I Wojna Światowa. Polacy są przepełnieni strachem o to co przyniesie jutro. Dwa tygodnie przed wybuchem wojny ogłoszono nabór do wojska. Wszyscy mężczyźni zdolni do służby opuścili swoje domostwa i poświęcili się Ojczyźnie.
30 sierpnia ludność Leśnej i okolic zaczęła uciekać. Obawiano się prześladowań dokonywanych przez Niemców. Pierwsi emigranci przejechali przez most na Sole i udali się w okolice Mszany Dolnej gdzie Niemcy zbombardowali ich i zniszczyli dobytek, który Leśnianie zabrali ze sobą. W popłochu ludność mieszała się z uciekającym Wojskiem Polskim. Jedna kobieta Helena Polak została ranna od bomby lecz przebywając w szpitalu odzyskała zdrowie. Inni mieszkańcy Leśnej udali się na wschód w kierunku Lwowa. Najpierw odbyli jednak bardzo długą i męczącą podróż (Pociągiem dotarli do Krakowa lecz awaria torów uniemożliwiała dalszą drogę tym środkiem lokomocji. Następnie piechotą dotarli do Rawy Ruskiej i Żółkwi 18 km od Lwowa. Niestety atak Rosjan pokrzyżował ich plany i zmuszeni byli zawrócić. Do swych domów wrócili dopiero po miesiącu - opowiada Edward Caputa). Ci, którzy zwlekali z wyjazdem nie mogli przejechać już przez most na Sole, gdyż został on zaminowany. Ludzie postanowili uciekać do lasu ,,do Moronia”. Niektórzy pozostali tam na nocleg ale tam również nie znaleźli schronienia. Postanowili więc powrócić do Leśnej.
3 września do naszej miejscowości przyjechali motorami i samochodami Niemcy. Początkowo ludność myślała, że to Anglicy albo Francuzi, którzy mieli pomóc Polsce, dlatego byli serdecznie witani.
Najpierw granice utworzono na końcu Leśnej. Było tam komando i placówka Niemiecka. Chcąc przejechać do Lipowej trzeba było mieć przepustkę. W Lipowej była już Rzesza a w Leśnej jeszcze Generalne Gubernatorstwo.
Granica pozostawała tam przez rok, a następnie została przeniesiona w okolice domu państwa Nieuważnych. Nazwę miejscowości Leśna zmieniono na Lesna. Przed wojną znajdowała się tu gmina( należały do niej: Zabłocie, Radziechowy i Lipowa), którą Niemcy przenieśli do Lipowej. Wójtem nowopowstałej gminy był Krumpholtz. Ostatecznie granice GG ustanowiono w Suchej Beskidzkiej. Leśna stała się częscią Rzeszy. Sołtysem niemieckim był Steiner a polskim Olszówka(zastąpił on wójta Tomasza Piecucha, mieszkał w domu gdzie obecnie znajduje się przedszkole).
Wszystkim bezrobotnym nakazano zgłosić się do Biura Pośrednictwa Pracy, znajdującego się w budynku "Sokół"( dzisiejszy MOKiS). Zakłady pracy działały nadal, jednak pod kontrolą okupanta. Po ukończeniu 16 lat, każdy obowiązkowo musiał podjąć pracę. Kobiety przeważnie pracowały u gospodarzy rolnych, a mężczyźni w fabrykach zbrojeniowych. Każda fabryka na terenie Polski musiała robić coś dla wojska niemieckiego. Mówiono: ''Wszystkie koła muszą się kręcić dla zwycięstwa''. Na robotach przymusowych w Oświęcimiu jako murarz pracował także Michał Sowa ojciec naszej rozmówczyni Anieli Hernas. Jak wspomina, ludność tutejsza m.in. jej ojciec pomagali więźniom w Oświęcimiu przetrwać ten trudny dla nich okres. Będąc na przepustkach w domu zabierał on do pracy upieczony przez jego żonę chleb i zakopywał w umówionym wcześniej z więźniami miejscu. Mimo że groziła im za to śmierć nie bali się pomagać.
Po wprowadzeniu niemieckiej administracji, ludności nakazano oddać niektóre sprzęty domowe takie jak maśniczki i młynki do mielenia zboża, broń, radia, oraz zwierzęta hodowlane. Ludzie jednak mieli po kilka sztuk tych przedmiotów. Potajemnie gromadzono się w ich domach by np. mielic zboże. Za ukrywanie tych rzeczy ludzie narażeni byli na wywóz do obozów koncentracyjnych, a czasami nawet na karę śmierci. Było to więc działanie ryzykowne. Kobiety przenosiły niewielkie ilości zboża w specjalnie w tym celu uszytych kieszeniach od wewnętrznej części spódnic. Młynki ukrywano w podwójnych ścianach domów. Pomimo zakazu ubijano także zwierzęta, a mięso wędzono w ukryciu. Pan Józef Podziorny, mieszkaniec Leśnej, wspomina jak wiózł w plecaku radio do naprawy autobusem przeznaczonym wyłącznie dla Niemców. W pewnym momencie do autobusu weszli niemieccy kontrolerzy aby sprawdzić dokumenty pasażerów. Pan Józef zaczął się modlić. Gdy kontrola zbliżała się do niego, autobus zatrzymał się na przystanku. Pan Podziorny mówiąc "Auf Wiedersehen" wysiadł i szybko udał się w stronę kamieńca, a potem wrócił do domu. Miał wtedy ogromne szczęście. Pan Antoni Caputa podczas wojny ukrywał sztandar OSP, nową motopompę strażacką i cenne książki z biblioteki szkolnej. Był wiele razy przesłuchiwany z powodu sztandaru. Ukrywał go w psiej budzie. Często Niemcy rewidowali jego dom. Zdołał jednak przechować te rzeczy aż do końca wojny.
Złote polskie miały być wymienione na marki( 1 marka=2 zł). We Lwowie działała polska radiostacja, gdzie słynny felietonista Karlik śpiewał " Czekajcie polskie kanarki, będziecie odrabiać niemieckie marki". Wprowadzono kartki żywnościowe. 20 dag margaryny na tydzień, 20 dag masła, niewielkie ilości cukru i mydła. Po kartki ( Bezuchsheiny) jeżdżono do Łodygowic. W grudniu 1939 roku Leśnianie otrzymali niemieckie dowody osobiste - Personausweisy, a pracujący, książeczki pracy Arbeitsbuchy.
Od wrzesnia 1940r Niemcy na Żywiecczyźnie przeprowadzili planową akcję wysiedleń i przesiedleń. Polakom zabierano domy, gospodarstwa, warsztaty rzemieślnicze i młyny. Oddawano je kolonistom niemieckim sprowadzonym z Wołynia, Bukowiny i Podola. Nazywano ich Hadziajami. Wybór gospodarstw pozostawiano ich woli. Polskie rodziny pozbawione w ten sposób dachu nad głową znajdowały schronienie u innych gospodarzy. Z tego powodu często w jednym domu mieszkało kilka rodzin. Hadziaje byli min. u Pietraszków, Piątków, Habdasów, Sowów, Caputów, Łabasiów, Bielów, Gorylów, Bednarzów, Nogów, Baronów, Koźbiałów, Kubiców, Stefków. U państwa Matlasów mieszkał sołtys Niemiecki Steiner. Niektóre rodziny były przymusowo wywożone poza tereny Żywiecczyzny, do Generalnej Guberni. Ludzi wysyłano też w głąb Niemiec na tzw. "roboty przymusowe" do fabryk i gospodarstw rolnych. Na przymusowych robotach w okolicach Bogumina, Kołobrzegu i Hamburga do końca wojny przebywała Maria Piecuch, żona Tomasza - wójta Leśnej oraz na Śląsku jej córka Maria Murańska. Od 22 obowiązywała godzina policyjna. Józef Michalski został odesłany z pracy w Niemczech do domu z powodu złego stanu zdrowia. Czasami w nocy odwiedzał swą dziewczynę. O jego nocnych wyprawach poinformowała Gestapowców gospodyni domu w którym mieszkał. Ponieważ nie chciał by kręciły sie mu włosy, na noc wiązał głowę chustką. Gdy przyszli po niego Niemcy leżał już w chustce w łóżku. Gestapo utwierdziło się w przekonaniu, że jest chory. Jednak jeden z nich zaczął go bić. Wtedy interweniował obecny przy wszystkim Olszówka. Dzięki jego pomocy Józef uniknął kary (ze wspomnień Michaliny Sapety).
Dzieci niemieckie uczyły się w szkole, natomiast dzieci polskie - w prywatnych domach (u Jana Barteczka i Jana Piecucha).
 
Dom Państwa Piecuchów Dom Państwa Barteczków
Nauczyciele za naukę nie pobierali zapłaty. Uczniowie nie mieli książek tylko zeszyty do rachunków, geometrii, rysunków i do języka polskiego. Zabroniono nauczania historii, literatury, geografii i religii. Byli uczniowie zapamiętali takie nazwiska nauczycieli jak Pyclik, Pawłowicz, Białek ( lub Bielawska). W zimie zajęcia były zawieszone z powodu braku opału, a latem dzieci plewiły w polach u Niemców, za co otrzymywały niewielkie wynagrodzenie.

Uczniowie w czasie zajęć lekcyjnych.
W wakacje każde dziecko musiało oddać pewną część zbieranych jagód Niemcom. Zbierano też kości, za co otrzymywano mydło. W jednej klasie było ok. 25 uczniów. Szkół średnich nie było.
Rok 1943 był najtragiczniejszy w dziejach II wojny światowej zarówno w kraju jak i w naszej wsi. Wielu członków AK zostało aresztowanych. Maria Caputa opowiada, że był wśród nich jej ojciec - Franciszek Wisła.
W ciepły, wrześniowy wieczór do domu Wisłów wtargnęło Gestapo i zabrali Franciszka. Pod osłoną nocy zdołał im zbiec. Ukrywał się 3 miesiące. Zbliżały się święta Bożego Narodzenia. Franciszek chciał spędzić je z rodziną. Zauważył to jeden z sąsiadów, a następnie doniósł o tym Niemcom. W wieczór wigilijny niespodziewanie zjawili się SS-mani. Wisła nie zdążył się ukryć w swojej specjalnie przygotowanej kryjówce na strychu. Zdołał tylko schować się do skrzyni ze zbożem. W tym czasie Niemcy przesłuchiwali jego żonę. Pomimo tego, że była w ciąży została dotkliwie pobita na oczach dzieci. Po przeszukaniu domu znaleźli ukrywającego się i strasznie go pobili. Następnie zrzucili go ze strychu. Na podwórku sąsiada został postrzelony w głowę i nogi, a następnie zawleczono go do strażnicy gdzie w dalszym ciągu go torturowano. Dopiero następnego dnia Leśnianie znaleźli go konającego. Aby ulżyć jego cierpieniu bagnetem przebito mu serce. Nastepnego dnia po tragedii przyszli ss-mani i przesłuchiwali żonę i dzieci zamordowanego, by wyciągnąć od nich inne informacje o członkach AK. Wszyscy nasi rozmówcy wspominają to zdarzenie jako najsmutniejsze i najtragiczniejsze w dziejach wojny w Leśnej.
Pomimo ciągłego zagrożenia, wielu mieszkańców Leśnej wstępowało do różnych tajnych organizacji ruchu oporu: "Racławice", "Orzeł Biały", TON (Tajna Organizacja Narodowa), TON (Tajna Organizacja Niepodległościowa), TOW (Tajna Organizacja Wojskowa), których zadaniem było początkowo zbieranie informacji o Niemcach, rozpowszechnianie wiadomości o przebiegu działań wojennych, uzyskanych z nasłuchu ukrytych radioodbiorników, ukrywanie osób poszukiwanych przez Niemców. W późniejszym okresie organizacje te zgromadziły broń, szkoliły i tworzyły regularne oddziały partyzanckie, ukrywające się w lasach. 1940 roku, różne organizacje zaczęto scalać i podporządkowywać ogólnokrajowym organizacjom SZP, ZWZ, a w 1942 roku AK. Członkowie ruchu oporu z Leśnej dzielili los podobnym im ludzi z Żywca i okolic.
Od samego początku do organizacji tych należało wielu Leśnian, jedni w charakterze partyzantów ukrytych w lasach a inni jako współpracownicy w terenie. Wielu też za tą przynależność zapłaciło wysoką, często najwyższą cenę jaką jest życie. Niemcy korzystając z metod prowokacji i usług miejscowych donosicieli, dokonali masowych aresztowań we wrześniu 1942 roku i w marcu 1943 roku. W ten sposób zostali aresztowani: Julian Matlak- student, Józef Pawłowicz - kierownik Szkoły Podstawowej w Leśnej, Tomasz Piecuch- przedwojenny Wójt Gminy i prezes OSP w leśnej, Jan Piecuch- były sekretarz Gminy, jeszcze inny Jan Piecuch, bracia Marcin i Władysław Stefkowie, Jan Stefko, Maria Piecuch- łączniczka AK, Józef i Michał Sapetowie, Tomasz Janota, Ferdynand Piątek, Władysław Magiera, Michał Michalski, Mieczysław Pawlus, Karol Jakubiec, Edward Janoszek i wielu innych. Aresztowania odbywały się często jednocześnie, aby wykorzystać element zaskoczenia. Ludzi aresztowano w domach i miejscach pracy. Skutych kajdanami, gromadzono na Gestapo w Żywcu, gdzie byli torturowani, bici i prześladowani. Potem przewożono ich do różnych siedzib Gestapo w Bielsku, Mysłowicach i Katowicach, gdzie ponownie byli przesłuchiwani. Stamtąd byli kierowani do obozów koncentracyjnych, przeważnie KL Auschwitz - Birkenau, ale często, jeżeli przeżyli kierowano ich do innych obozów. Niektórzy z aresztowanych, jak: Tomasz Janota, Jan Stefko, Mieczyław Pawlus, Karol Jakubiec, Michał Michalski, Ferdynand Piątek, Michał Sapeta zostali zamordowani w KL Auschwitz. Inni, jak: Tomasz Piecuch, Jan i Jan Piecuchowie, Edward Janoszek, zostali zamordowani w KL Mautchausen- Gusen, a jeszcze inni: Józef Pawłowicz, Józef Sapeta, Władysław Magiera, zamordowani zostali w KL Gross - Rosen. Niektórzy z aresztowanych przeżyli w obozach koncentracyjnych i zostali wyzwoleni przez wojska alianckie i tak było z Julianem Matlakem(KL Auschwitz, KL Neuengamme i KL Berge- Belsen), Marcinem i Władysławem Stefko ( KL Mautchausen - Gusen, KL Auschwitz), Marią Piecuch(KL Auschwitz - Birkenau, KL Ravensbruck, KL Buchenwald).
Na specjalną uwagę zasługują partyzanci z AK działający na terenie Żywiecczyzny, w lasach Beskidu Żywieckiego i Śląskiego. Po fali opisanych wyżej aresztowań i chwilowemu rozbiciu organizacji w maju 1943 roku w Sztabie Okręgu Śląskiego postanowiono odtworzyć struktury AK. Z rozproszonych po lasach ludzi utworzono oddziały partyzanckie: "Romanka", "Malinka", "Czarni". Dowódcami tych oddziałów byli Wacław Zdyb "Zawieja", Czesław Świątecki "Surma", Józef Barcikowski "Chiromanta", Kazimierz Wolny "Hart", Antoni Andrzewski-Wykręt "Kirbis". W 1944r utworzono kompanię partyzancką pod kryptonimem "Garbnik", która wchodziła w skład 21 Dywizji Piechoty Górskiej AK.

Oddział partyzancki "Garbnik".
Jak już wspomniano, partyzanci ukrywali się w lesie w Zimniku i Ostrym. Ludzie w miarę możliwości dostarczali im żywność. Dochodziło się do pewnego momentu, gdzie przekazywano paczkę łącznikowi. Kryjówka mieściła się w wąwozie. Rosły tam drzewa, którym ucięto wierzchołki, na to poukładano drzewa na skos, na nie darninę, nadsypano ziemię. Na tym posadzono młody las. Wejście było z trzech stron.
Oprócz działalności zbrojnej, grupy partyzanckie AK przyjmowały uciekinierów z obozu koncentracyjnego KL Auschwitz-Bierkenau. Grupy te przyjmowały również radzieckich skoczków spadochronowych.
Członkiem jednego z plutonów kompanii "Garbnik" był mieszkaniec Leśnej Franciszek Murański pseud."Kuna", "Zbyszek". Do oddziału partyzanckiego wstąpił po ucieczce z budowy niemieckich zakładów chemicznych "Buna-Werke" w Oświęcimiu, w lipcu 1943 r. Członkiem AK był do ujawnienia się w październiku 1945 r. Przez Polski Rząd na emigracji został odznaczony Krzyżem Walecznych i Krzyżem Zasług z Mieczami. W 1981r został odznaczony Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski.
Człowiekiem należącym do AK, a jednocześnie związanym z Leśną, Był długoletni nauczyciel i kierownik SP w Leśnej Andrzej Pyclik "Nurmi", "Jędrek". Oprócz tego, że był nauczycielem tajnego nauczania, to również był kurierem na szlaku kolejowym Żywiec- Kraków, przewożącym informacje, ulotki i rozkazy. Andrzej Pyclik spotkał się na partyzanckich ścieżkach z Franciszkiem Murańskim.
Należy nadmienić, że członkowie AK po zakończeniu wojny byli przez ówczesne władze komunistyczne i UB prześladowani, zamykani w więzieniach. Niektórych z nich stracono. Wielu uciekło za granicę, a także na ziemie odzyskane. Przykładem jednego z nich jest bohaterski partyzant Emil Żabnicki, którego prawie całą rodzinę wymordowali Niemcy, a potem, aby uniknąć prześladowań ze strony UB, żył wraz z rodziną pod zmienionym nazwiskiem prawie 45 lat. Po raz pierwszy od zakończenia wojny, ze swoimi kolegami spotkał się właśnie po takim czasie. Lęk przed represjami potwierdza osoba Pana Józefa Podziornego, którego żona dowiedziała się dopiero podczas naszego wywiadu, iż jej mąż był kurierem- łącznikiem, należał do grupy sabotażowej AK. Po tylu latach on wciąż pamięta rotę przysięgi
"PRZYSIĘGA ŚWIADOMEJ ODPOWIEDZIALNOŚCI ZA LOSY NARODU:
Wstępuję do Organizacji Armii Krajowej, oddaję jej swoje siły i zdrowie. Tak mi dopomóż Panie Boże Wszechmogący i Wszyscy Święci."
Ludność niemiecka pozostawała w Leśnej do stycznia 1945r. W pośpiechu, pomimo mroźnej zimy, na wozach, opuszczali oni naszą wioskę. Kierowali się w stronę Skoczowa. W lesie napadła na nich partyzantka i zabrała im konie.
W lutym, przed popielcem do Leśnej wjechała armia węgierska. Rosjanie stacjonowali w Moszczanicy, na Grojcu mieli swój punkt obserwacyjny. W środę popielcową zaczęto strzelać w Leśnej. Mieszkańców zwerbowano do zakopywania prawdziwych dział, które zastąpiono atrapami mającymi zmylić Rosjan. Oni jednak nie dali się na to nabrać. Obok leśniańskiej szkoły zginął żołnierz węgierski Karol Pop, którego grób znajduje się na cmentarzu w Leśnej.
Kilku żołnierzy węgierskich uciekło z wojska i ukrywało się w Leśnej. Jak wspomina pani Michalina Sapeta, dwóch węgrów prosiło jej ojca o nocleg w stodole i gorącą wodę do sparzenia ubrań, gdyż mieli oni pełno wesz. Choć oficjalnie walczyli po stronie Hitlera to ludność pomagała im, gdyż nienawidzili oni Niemców tak samo jak Polacy.
Gdy zbliżała się Armia Czerwona, Niemcy zapędzili ludność z Leśnej i pobliskich wiosek, do kopania rowów przeciwpancernych tzw. pancegrabów. Budowano też bunkry. Właśnie na jednym z nich do dzisiaj zachował się odcisk buta oficera niemieckiego, który pilnował pracujących. Nie wszyscy jednak wrócili z tych robót...
Józef Podziorny i Józef Piecuch wykopali sobie w gnoju schronienie, gdzie przeczekali ostatnie noce przed wkroczeniem Rosjan. Tak uniknęli przymusowej pracy. Bunkry nie były jednak używane. Zachowały się one do tej pory na Kempie.
Gdy do Leśnej wkroczyli żołnierze rosyjscy, jej mieszkańcy zrobili dla nich bramę i powitali ich entuzjastycznie. Nie wiedzieli bowiem, że są oni również agresorami. Oficerom podano obiad. Zapytani jak jest w ZSRR odpowiedzieli:" U nas żył będziesz, wody jest dość, a robić ile chcesz!". Wszyscy byli zadowoleni, że przyszło wyzwolenie. Tymczasem aresztowano działaczy AK. Zabroniono też wywieszania sztandarów z orłem w koronie. Okazało się więc, że do prawdziwej, wolnej, demokratycznej Polski jest jeszcze bardzo daleko...
Koniec...
...dalszym pisarzem jest historia...
Serdecznie dziękujemy za pomoc w przygotowaniu i dostarczeniu wielu cennych materiałów:
- Michalinie Sapeta
- Anieli Hernas
- Marii Caputa
Stefanii Podziornej
- Józefowi Podziornemu
- Edwardowi Caputa
- Jerzemu Murańskiemu
i wielu innym osobom, bez których ta praca nie mogłaby się ukazać.
opracowały:Uczennice Gimnazjum im. Jana Pawła II w Twardorzeczce:
Ewelina Raszka, Iwona Hernas, Justyna Caputa,
opiekun mgr Marian Kaszkur.
Bibliografia
Na podstawie wywiadów i materiałów dostarczonych przez pana Jerzego Murańskiego i panią Joannę Matlak.
Poświęcamy tę pracę wszystkim tym, którzy zginęli w tych tragicznych dniach. Wymienionym poniżej a także tym, o których losach nie zdołałyśmy się dowiedzieć.
| Baron Józef | Zginął w obozie w 1939r. |
| Baron Franciszek | Zginął w obozie w 1939r |
| Bednarz Jan | Zginął w obozie |
| Bednarz Katarzyna | Zginęła w obozie |
| Biernat Józef | Porucznik, zginął w partyzantce |
| Bojarski Roman | mgr prawa, zginął w obozie koncentracyjnym 11.01.41r. |
| Boniorczyk Feliks | Zginął w obozie |
| Giercuszkiewicz Wincenty | Zginął w obozie |
| Grzegorczyk Władysław | Brak informacji |
| Janota Anna | Zginęła w KL Aushwitz-Birkenau |
| Janota Kazimierz | Zginął w obozie w 1945r. |
| Janota Tomasz | Zginął w KL Aushwitz-Birkenau, blok 11, 2 dni przed wyzwoleniem |
| Kania Karol | Zginął w 1941r. |
| Knapek Edward | Lat 13, zginął na froncie w 1945r. |
| Kumorek Władysław | Zastrzelony na moście w Rajczy i wrzucony do Soły 5.04.45r. |
| Łodziana Mieczysław | Zginął w obozie w 1945r. |
| Łodziana Jan | Zginął w 1944r. w Hamburgu |
| Magiera Władysław | Zginął w obozie w 1945r. |
| Mołdys Jan | Zginął w obozie |
| Olszowski Rudolf | Brak informacji |
| Pawłowicz Józef | Kierownik SP i przew. OSP zginął w obozie |
| Piecuch Jan | Sekretarz, zginął w obozie |
| Piecuch Jan | Zginął w obozie |
| Piecuch Jan | Plutonowy, zginął w obozie |
| Piecuch Tomasz | Prezes OSP i wójt Gromady Leśna |
| Pietraszko Helena | Zginęła w obozie 1939r. |
| Pietraszko Stanisław | Brak informacji |
| Raczek Andrzej | Zginął w obozie |
| Raczek Maria | Zginęła w obozie |
| Sapeta Józef | Zginął w obozie Gross-Rossen, AK, 30.09.44r. |
| Sapeta Michał | Zginął w obozie |
| Skrzypek | Zginął w obozie |
| Sowa Władysław | Zginął jako partyzant w 1939r. |
| Stefko Jan | Zginął w obozie |
| Szczerbowski Karol | Kapral |
| Szymik Józef | Zginął w obozie |
| Urbański Michał | Zginął w obozie |
| Wojtusiak Aniela | Brak informacji |
| Wojtusiak Józef | Brak informacji |
| Wisła Franciszek | Rozstrzelany w domu przez hitlerowców w noc wigilijną w 1943r. | |


Dowód byłego więźnia obozów koncentracyjnych.
 Książeczka wojskowa należąca do P. Juliana Matlaka

Dowód osobisty z czasów okupacji należący do Karoliny Pietraszko.

Ostatni list – gryps Jana Stefki napisany tuż przed śmiercią z KL Auschwitz z czerwca 1943r.

Zaświadczenie o działalności Franciszka Wisły w AK.

Świadectwo ukończenia III klasy Szkoły Podstawowej z 1945r.

Bagnet żołnierza niemieckiego z 1939r.

Strażacy OSP w Leśnej z przedwojennym sztandarem i motopompą.

Antoni Caputa – Komendant OSP Leśna. Zdjęcie wykonane w 1941r.

kpr. Franciszek Murański ps. „Kuna”, „Zbyszek”

Oddział Partyzancki AK „Garbnik” (Spotkanie po latach).
|
|