„Żywiecczyzna – wstęp do rozważań...
Komorowscy i Komoniecki”

Przeszłość czy to indywidualna, czy też zbiorowa jest bardzo często uwikłana w sieć legend, stereotypów czy wręcz mitów. Podobne zgęszczenie tego typu oglądania przeszłości ma miejsce w społeczności lokalnej. Gdzie jeszcze często źródłem przekonań dotyczących przeszłości jest przekaz wyniesiony z domu rodzinnego. Gdzie dziadek czy babcia snuli opowiadanie o tym jak to kiedyś było wspaniale, a teraz świat zmierza do upadku. Stereotypy te głęboko wnikają w świadomość. Szczególnie kiedy nie próbuje się ich konfrontować z zachowaną wiedzą źródłową, czy poglądami osób które z racji zainteresowań czy też wykształcenia dysponują większym aparatem krytycznym.

Żywiec ze swoim podziałem, obecnym do dnia dzisiejszego, na  „putoszy” czyli rodowitych Żywczaków i „przystocy” przybyszów z innych regionów, ma tendencje do instrumentalizowania swojej przeszłości. Rodowici mieszkańcy Żywca wykazują wielkie przywiązanie do rodów panujących na tych terenach. Czasy ich rządów są wspominane z wielkim sentymentem. Można przypuszczać że potomek Habsburgów czy Komorowskich uzyskałby posadę starosty czy burmistrza przez aklamację. Wśród źródeł niewątpliwie króluje wielkie dzieło Andrzeja Komonieckiego. Ustawia ono naszą uwagę na pewien sposób widzenia przeszłości, mianowicie, na punkt widzenia przedstawiciela stanu mieszczańskiego przełomu XVII i XVIII w. Ten punkt widzenia przeszedł do świadomości współczesnej mieszkańców miasta i stanowi jakby oficjalny sposób patrzenia na przeszłość regionu. Trudno obecnie wczuć się w mentalność przedstawicieli wielkiego rodu magnackiego takiego jakim byli Komorowscy. Nie mam możliwości nawet w przybliżeniu znaleźć się w ich położeniu. Właścicieli miasta i całej okolicy. Mieli on zwierzchnią władzę sądowniczą i decydowali o ważnych przedsięwzięciach w swoich włościach. Może trochę sytuacja jest podobna do władzy współczesnych starostów powiatowych, lecz brak im tego elementu dziedziczenia i władzy sprawowanej w przeciągu długiego czasu. W związku z tym ocena moja będzie naznaczona piętnem czasów współczesnych, z jego tendencją do demokratyzacji, przecenianiem spraw gospodarczych i niedocenianiem horyzontu metafizycznego, niezależnie od stopnia jego artykułowania czy uświadamiania. Tak więc jest to próba przedstawienia Komorowskich trochę na tle ich epoki, trochę w krzywym zwierciadle współczesności i to wszystko na bazie poglądów mieszczanina z przełomu  XVII i XVIII w. 

Tak więc jeszcze raz okazuje się że jednak problem źródeł jest tym problemem fundamentalnym w pracy historyka.

mgr Marian Kaszkur

autor jest nauczycielem historii w Gimnazjum im. Jana Pawła II w Twardorzeczce.

 

Powrót do strony głównej